slackline blog

Twój nowy blog
Przez długi czas nie miałem chwili, by usiąść spokojnie na czterech literach i napisać coś tutaj o ostatnich wydarzeniach. Nie żebym nie miał o czym pisać. Po prostu działo się tak wiele, że dopiero teraz nastąpiła chwila przerwy. W gruncie rzeczy to dobrze. Gorzej, gdyby brak notek byłby spowodowany bezczynnością, lecz to na pewno nie groziło mi przez ostatnie dwa miesiące …

Dziewiątego kwietnia rozpoczęła się pięciodniowa wspinaczkowo-highline’owa odyseja w galaktyce Sokoliki. Przez pierwsze dwa dni wspinam się z Tomkiem po drogach na własnej protekcji i tych sportowych na zmianę. Pod Krzywą Turnią spotykamy Michała znanego także pod pseudonimem „Korny” (he, he) razem z Andrzejem Kantyką. Chłopaki patentują drogę „Ambroży” (VI.3). Obserwuję „Kornego” walczącego w ścianie. Kiedy wreszcie znalazł się w trudnościach, sposób w jaki przechodzi crux’a zwala mnie z nóg. Chyba nie dało się tego zrobić w bardziej pokrętny sposób. Sprzedajemy chłopakom patenty i uderzamy ponownie na wspin. (Notabene Korny załoił na tym wyjeździe drogę „Ambroży” jak i „Pod Zjazdem” bijąc swoje kolejne życiówki, a Andrzej przechodzi drogę „Hokej” OS – mega respect – kto wspinał się po tej drodze wie o czym mówię :P). W sumie w tym czasie Tomek przechodzi swoje jedne z pierwszych dróg na własnej asekuracji. Po kolej padają „Diretissima” i „Czarna Rysa” na Sukiennicach oraz „Nord Rysa” na Krzywej Turni. Drogi może o relatywnie niskiej wycenie, lecz wymagające umiejętności klinowania w rysach i osadzania własnych przelotów. Tomek jednak do słabych nie należy, więc wszystko pada bez problemu i w bardzo ładnym stylu. Mi udaje się zrobić życiówkę OS we wspinaczce z pod znaku TRAD. Po naprawdę zaciętej walce, hektolitrach potu i odrobinie krwi na rękach (można jednak było się zaplastrować) wpinam się do łańcucha zjazdowego na drodze „Rysa Osady” (VI.2). Próbowałem swoich sił także na drogach „Nos Wodza” (VI.2+) i „Rysa Klimka” (VI.3+). Z obydwu zszedłem wyciągając przeloty. Na pierwszej nie byłem pewny czy alieny które osadziłem w rysie ponad małym okapem wytrzymają ewentualny lot, a na drugiej wąska ryska ściągnęła mi kawałek skóry z palca wskazującego. Będzie jeszcze czas żeby na to wrócić … Z ciekawszych dróg na własnej udaje mi się jeszcze pociągnąć w sajcie „Wyjście z Cienia” za VI.1. Razem z Tomkiem wspinamy się trochę free-solo. Symultanicznie pokonujemy drogę „Organki” i schodzimy na dół Dużego Sokolika „Kroczkiem”. Zejście choć teoretycznie łatwiejsze przysparza mi więcej problemów. Wszystko jednak kończy się dobrze, a samo wspinanie i wrażenia były jak zwykle super!

Nitówka VI free-solo

Damian – „Kroczek” V+ free-solo

Po intensywnym wspinaniu relaksujemy się wieczorami przy ognisku. Nieskończona ilość rozmów, planów i dyskusji. Powoli impreza dogasa podobnie jak ognisko i wszyscy wpełzają do śpiworów.

Dinner time!

Artur + piwko = HĘ? :P

Korny + gruba kiełba + gruby joint = SZCZĘŚCIE (tego nie kupisz kartą MasterCard)

Trzeciego dnia przyjeżdża ekipa z Czech. Kolouch, Kajoch, Kwjet, Mira i Jiří spotykają nas rano na naszym obozowisku, akurat gdy wszystko jest w największym nieładzie. Z racji że nasze miejsce na ognisko jest ogrodzone dookoła drewnianą balustradą, Kajoch stwierdza że wyglądamy jak zwierzęta w ZOO.

Czesi na kempie „Szwajcarka”, zdjęcie z longlinersclub.com

Hm, może jest w tym trochę racji ;) Razem z Tomkiem motamy „Big Boy” Highline pomiędzy Sokolikami. Po odrobinie walki ze sprzętem wszystko jest gotowe.

Big Boy Highline [13m dł., 30m wys.], zdjęcie z longlinersclub.com

Przechodzę taśmę w ramach „kontroli” …’

zdjęcie z longlinersclub.com
Teraz Czesi ruszają na górę. Kajoch przechodzi highline OS, full-man. Kolouch po odrobinie walki także poradził sobie z pochyłym highline’m. Kwjet podobnie jak Kajoch pokonuje odległość pomiędzy skałami w najlepszym z możliwych styli.

Kajoch OS, full-man, zdjęcie z longlinersclub.com


Kolouch, Full-Man, zdjęcie z longlinersclub.com


Kwjet OS, full-man, zdjęcie z longlinersclub.com


Artur próbuje swoich sił :), zdjęcie z slacklive.cz

W tym czasie razem z Tomkiem wspinamy się trochę sportowo. Ja walczę na drodze „Znikający Punk”. Wygląda na to, że droga jest do zrobienia i tylko pierwsza próba była taka tragiczna. Pod koniec dnia przyjeżdża Konrad Burzawa z wiertarką. Wyciągam kotwy i klej z plecaka i zakładam poręczówkę na Sukiennicach. Wybieramy razem odpowiednie miejsce i Konrad osadza pierwsze stanowisko.

Stanowisko na Sukiennicach

Czesi niestety muszą jechać do domu, więc nie będą mieli okazji spróbować nowego highline’a. Tego wieczora ekipa przy ognisku jest już naprawdę spora. Oprócz Nibka, Kornego i Artura jest z nami grupa znajomych Tomka.

Przedostatniego dnia pojawia się Damian „Daemon” Czermak. Damian przechodzi oczywiście 13 metrowy „Big Boy” Highline bez większych problemów. W sumie spędza dosyć sporo czasu pomiędzy Sokolikami. Ja z Tomkiem i jego znajomymi wspinamy się cały dzień. Spadam z ostatniego ruchu na „Znikającym Punku” już po trudnościach. Mimo to dzień zaliczam do udanych. Postanawiam, że jeżeli jutro rano droga nie padnie to idziemy motać nowy highline, bo nie starczy czasu … Damian na dobry koniec dniaprzechodzi drogę „Znikający Punkt” (VI.3+/4) :D.

Nocne wspinanie na „Znikającym Punku” w wykonaniu Tomka „Nibka” Niburskiego

Ostatniego dnia wstaję wcześnie rano, by wbić się w drogę zanim słońce dotrze tam przede mną. „Znikający Punk” pada od pierwszej przystawki. To naprawdę dobry początek dnia. Jestem naprawdę zadowolony. Wcześniejsze dwie 7c zrobiłem na końcu sezonu po dobrym „rozwspinaniu”. Może więc w tym roku uda mi się zrealizować założone cele wspinaczkowe?
Razem z Damianem szykujemy cały niezbędny sprzęt i wbijamy po poręczówce na szczyt Krzywej Turni. Osadzone przez nas dzień wcześniej stanowisko jest gotowe do akcji. Przeciągamy taśmę i linę na back-up. Najpierw naprężamy back-up.

Tomek ze znajomymi na szczycie Krzywej Turni :)

Z taśmą było trochę więcej problemów. W każdym razie za drugim razem wszystko idzie już gładko i wkrótce nowy highline jest już gotowy.

Nie ma nic lepszego niż wisieć na linie o średnicy 8,6 mm przez jakąś dłuższą chwilkę ;)

Rigging …


I ciężka praca …


Stanowisko na Krzywej Turni

Wiążę się do lonży. Z głośników leci najlepszy kawałek na tą okazję. Szybko wstaję na taśmie i zaczyna się. Po długim spacerze okupionym ciężką walką jestem na drugim końcu. Siedząc na Sukiennicach nie mogę uwierzyć, że przeszedłem to za pierwszym razem.

Niestety czeka mnie jeszcze droga powrotna. Tym razem lekko pod górkę i z słońcem prażącym prosto w moją twarz. Przez całą drogę mrużę oczy, starając się jakoś nie spaść.

Na szczęście się udaje – tym sposobem najdłuższy highline w Sokolikach udało mi się otworzyć w stylu full-man, OS. Czego chcieć więcej? Damian próbuje wielokrotnie swoich sił i kiedy już się wydaje, że jest ok. i teraz już nie może spaść, coś idzie źle.

Umawiamy się, że zostanie jeszcze dzień dłużej i ściągnie dwa highline’y. Razem z resztą ekipy zawijamy się na dół na kemping i wracamy do Wrocławia. Szara rzeczywistość … ech. Wieczorem następnego dnia dostają smutną wiadomość. Damian spadł 4m przed końcem. Noga zaplątała mu się w lonżę … W każdym razie na pewno tam jeszcze wrócimy. Jestem pewien, że jest to absolutny klasyk! Co więcej, po mierzeniu okazuje się że highline ma 36m długości. Mamy więc nowy polski rekord długości highline.

„Big Air” Highline – 36m dł., 30m wys.

Za jakiś czas powinienem wrzucić filmik z przejścia. Jarek „Blondas” Liwacz nagrał coś swoim aparatem, więc jak tylko zdobędę materiał to coś się tutaj pojawi. Dzięki wszystkim za dobrą zabawę i pomoc (w szczególności dla Konrada)! Cieszę się, że Czesi przyjechali do nas i przeszli highline (myślę, że jest to jeden z tych ładnych i na pewno wymagających!). Ukłony w stronę Damiana za ściągnięcie obydwu highline’ów – zdaję sobie sprawę, że była to ciężka praca. Mam nadzieję, że jak tylko kupię nową taśmę, wkrótce tam wrócimy!

Galeria zdjęć – Facebook
Wszystkie zdjęcia w dobrej rozdzielczości – Picasa

Peace & SlackOn!

English version: [there]

Minęło trochę czasu od ostatniej notki, a działo się naprawdę wiele. Na parę dni slackline zdominował całkowicie moją aktywność. Wspinanie, a tym bardziej trening poszły w odstawkę. Mimo to cztery dni (05-08.04.09) chodzenia po taśmie zniszczyły mnie doszczętnie. Nie tylko ja miałem takie odczucia. Czemu tu się dziwić? Były to 4 intensywne dni wypełnione po brzegi skakaniem po trickline, wiekszą lub mniejszą walką na 50m longline i 2 nowymi (i pierwszymi) highline we Wrocławiu. Zacznijmy od początku …

Niedziela (05.04.09)

„Night Urban Ninja” Highline [15m dł., ok. 6m wys.]

Siedząc po południu w domu i zastanawiając się co by tutaj z sobą zrobić, przypomina mi się pomysł zrobienia highline pomiędzy mostkiem na Tamce a brzegiem Odry.

Lokalizacja pierwszego wrocławskiego highline

Obmyślam plan i pakuję niezbędny sprzęt. Najważniejsze to działać sprawnie i nie rzucać się w oczy (trochę niewykonalne przy głównej ulicy :P).

Highline’owy sprzęt w stylu minimalistycznym

Liczę na to że po zmroku nie będzie tyle gapiów na mieście. Ustawiam się ze znajomymi i o 20.00 zaczynamy rigging. W sumie zjawiło się parę osób: Kajtek z kumplem (nie pamiętam imienia :/), Kasia i Wojtek, Kamil „Wiewiór” i moja love Karolina :). Już po ok. 0,5h taśma jest gotowa.

„Night Urban Ninja” Highline – GOTOWE!

Użyłem 1 przewleczonej taśmy wpiętej do line-lockerów w celu zwiększenia wytrzymałości taśmy. Cały system naciągowy pozostał na taśmie. Całość zabezpieczona, hamulec bloczków zwolniony, a obciążenie przejęło Gri-Gri.

Tzw. „rigging”

Nie zastosowałem podklejonej pod taśmą liny jako back-up z prostego powodu – woda była na tyle blisko, że gdyby pękła i jedna i druga taśma, to po obciążeniu liny asekuracyjnej i tak wpadłbym do wody. Przechodzę pierwszy w 2 strony. Obywa się bez spadania. W sumie pokonuję highline parokrotnie. Na końcu chodzę już w swami-belt. Dobrze było się przełamać i znów pochodzić w „pasku” zawiązanym dookoła pasa.

„Highline Ninjaa!”

Kajtek miał kilka naprawdę dobrych prób i był bliski przejścia na drugi brzeg :)

Kajtek w akcji

Wojtek także ‚dawał rady’. Próby zakończyły się po efektownych lotach – za powietrzne ewolucje na pewno 10/10 pkt ;)

Wojtek na starcie :)

O dziwo nikt się nami nie przejmował, a co do policji czy straży miejskiej – widzieliśmy tylko jeden patrol straży miejskiej lecz oni nie widzieli nas ;) Po północy zimno i zmęczenie wygania nas do chałupy.

Więcej zdjęć – TUTAJ

Poniedziałek (06.04.09

Kolejny dzień spędzony ze znajomymi na trickline i longline w parku. Razem z Damianem naciągamy sami 50m longa. System jest bardzo wydajny i nawet nie zauważamy jak mocno napieliśmy taśmę.


„Systemik”


Detale…

Przez resztę dnia „chillujemy” się na longu i „szalejemy” na ile to możliwe na trickline ;)

Wtorek (07.04.09)

Kolejny prawidłowo zaczęty dzień. Masa znajomych na taśmach.

Marcin „Dziober” na tirckline

Borys

Triczki …

Próby 540 – Damian + ogniste trampki ;)

Po wspólnym slacku w parku wybraliśmy się nad Odrę by powtórzyć ostatni highline i rozciągnąć drugi dłuższy od poprzedniego. Tym razem pojawił się też Damian. Miałem nadzieję że Krzysiek „Laarum”, Damian i Kajtek przejdą przynajmniej jeden z nich. Szybko rozłożyliśmy „Night Urban Ninja” Highline. Przeszedłem się raz, by sprawdzić czy taśma jest dostatecznie napięta i wszystko jest w porządku. Do Damiana należy II przejście highline’a w najlepszym stylu OS full-man, w dodatku od razu w swami. W sumie zgodziliśmy się ze sobą w kwestii „trudności” highline – pomimo niedużej wysokości płynąca wartko pod stopami Odra przyprawia o lekkie zawroty głowy.

Damian, II przejście OS full-man

Podczas naciągania drugiej taśmy przyjeżdża straż miejska … Zaczynają się pytania „Co my tu robimy?”, „Kto tu dowodzi?” itp. itd. Staje na tym, że dwójka strażników odjeżdża zostawiając nas w spokoju. Proszą nas nawet o namiary na jakąś stronkę internetową o slackline. Ostrzegają, żebyśmy się streszczali, bo i tak za chwilę przyjedzie policja.

„Red Light” Highline [25m dł., ok. 6m wys.] [2ng Go, Full-man]

Taśma pod highline została naciągnięta zbyt bardzo. Pamiętając jednak, że zaraz ma się pojawić policja olaliśmy temat. Przy pierwszej próbie spadam na starcie łapiąc taśmę. Za drugim razem przechodzę do końca i wracam od razu spowrotem. Podczas mojej „drogi powrotnej” przyjeżdża policja. Niestety tutaj gadka była już inna. Zostaliśmy spisani i kazano nam „ściągnąć te sznurki”. Nieważne, że zaraz obok imprezowała cała ekipa drąc się na cały głos – widocznie stanowimy większe zagrożenie … ech Polska. Kiedy z Tomkiem „Soyą” Ostrowskim zrobiliśmy slackline nad główną rzeką w Berlinie to niemiecka policja machała do nas przyjaźnie. Szkoda, że Kajtek i Krzysiek nie zdążyli spróbować swoich sił. Na koniec usłyszeliśmy: „Fajnie że nie pijecie i nie ćpacie, ale po prostu musieliście to ściągnąć”, no to co – poszliśmy na browara :P

Całe wydarzenie w gazecie (warto poczytać komentarze :P)

Środa (08.04.09)

Ostatni dzień na slacku spędzony standartowo w parku pod Panoramą Racławicką. Oprócz wielu starych znajomych wpadł także Freddy z dwójką znajomych – wszscy pochodzą z Francji. Ogólne zmęczenie i zakwasy nóg i ramion dały o sobie wreszcie znać … Dzięki wszystkim za dobrą zabawę!!

Michał „Corny” – pierwsze kroki na slacku


Freddy na trickline


Ekipa :D

Więcej zdjęć z pozostałych 3 dni – TUTAJ

Już dokładnie nie pamiętam od kogo wyszła propozycja wystartowania w tego typu zawodach. Prawdopodobnie było tak – namówił mnie Tomek „Soya”, a ja sprzedałem pomysł Nibkowi, który nakręcił się tak samo. W ten oto sposób Teken Berza Squad (czyli Tomek i ja :P) w piątek o 17.00 rozpoczyna ‘zimową epopeję wspinaczkową’. Tomek skompletował sprzęt niezbędny do działalności potępianej przez całe rzesze wspinaczy sportowych i tzw. ‘panelowców’ czy ‘dykciarzy’ wspinających się na sztucznych ściankach (hm, chyba też się zaliczamy do tego grona :P). Pomimo zasłyszanych opinii, że ‘draj-ciuling’ to przecież nie wspinanie, tylko „jakaś odmiana hakówki” czy „walenie siekierą w skałę” wsiadamy do pociągu – kierunek Zakopane. Podróż sama w sobie okazuje się być nie lada mordęgą. W sumie z wszelkimi opóźnieniami trwa bagatela 15h – tak, tak – ok. 400 km w 15h – to nie pomyłka. Trzy godziny postoju na dworcu w Krakowie niszczą nas totalnie psychicznie. Cała masa bezdomnych, śmierdzących czy chorych psychicznie ludzi działa „dosyć” przytłaczająco. Przesiadując w dworcowym barze odliczamy czas do zbawienia – pociągu do Zakopanego. W końcu jedziemy już na miejsce. Znaleźliśmy pusty przedział – nareszcie można się trochę kimnąć. Przed samym Zakopanem niespodzianka – 3h postój. W ten oto sposób nie zdążamy na busa jadącego na miejsce zawodów … Z opresji ratuje nas mama Bartka – pani Marta, która okazuje się szalenie miłą i przyjazną osobą.
   
   Zostawiamy rzeczy w Domu Turysty i razem z panią Martą jedziemy na miejsce. W kamieniołomie od jakiegoś czasu trwają już eliminacje na dwóch drogach. Siedzimy przy ognisku, które jest jedynym ciepłym miejscem … Pierwszego dnia nasz wspaniały squad nie popisuje się za bardzo – na pierwszej drodze i ja i Tomek robimy po jednej wpince i spadam spod drugiej.

Tomek „Nibek” Niburski w akcji :)


Teken Berza do ataku ;) !

Pomimo tego że wspinanie nie jest zbyt „fizycznie wytężające” to techniki nam jeszcze zdecydowanie brakuje :P … Gdy robi się zbyt ciemno na wspinanie, zwijamy się do autobusu i wracamy do schroniska. Idziemy jeszcze na chwilę na imprezę dla uczestników memoriału. Oglądamy zabawny pokaz zdjęć z zeszłych edycji i zwijamy się z powrotem – zmęczenie daje o sobie znać.

Imprezka …

   Drugiego dnia tak samo zimno, wietrznie i śnieży – podobno od dawna nie było tak zimowych warunków na tej imprezie. Rozciągam slacka z Tomkiem (nie mam niestety żadnych zdjęć na swoim aparacie). Na drugiej drodze eliminacyjnej, dopingowany z dołu przez Nibka, Kasię i Soyę udaje mi się urobić 13 wpinek – nareszcie udało mi się coś powspinać. Tomek „Nibek” spada ponad 3 wpinką – techniczna płytka była dla nas bardzo trudna (pomimo relatywnie niskich trudności). Zimno dokończyło dzieła …

Nibuś walczy na połogiej płytce

„Gruby”, „Gała” –> czyli ja ;)

Przez resztę dnia oglądamy zmagania na drogach eliminacyjnych, a później na finałowych. Było parę efektownych lotów zarówno na drodze męskiej i damskiej. Po krótkiej naradzie wyłoniono finalistów, rozdano nagrody, później tylko porządki i po wszystkim …
   Było naprawdę ciekawie. Uważam, że taki rodzaj wspinania to dobra alternatywa poza zimowym ładowaniem na panelu czy wyjazdem na ‘west’. Co najważniejsze, miło było spotkać znajomych, poznać nowych ludzi. Atmosfera była rewelacyjna i myślę, że na pewno wrócimy tam za rok (już bardziej przygotowani – che, che …)

Fire!

Więcej szczegółów na temat memoriału – tutaj

Zdjęcia:
- moje,
- „rajczer”,
- Szymon Danielczyk


 - 26,5 m długości
 - 20 m wyskości
 - stanowiska: pętle na drzewach
 - back-up – do drzew za stanowiskiem (po obu stronach)
 - przepleciona taśma SBI + 1 żyła liny połówkowej 8,6 mm

 

  (29.12.08)

Razem z Damianem zrealizowałem mój stary projekt – highline nad nieczynnym kamieniołomem w Chwałkowie (koło Sobótki). Kiedy zaczynałem swoją przygodę z slackline, latem często jeździłem tam powspinać się lub poskakać na linach. To właśnie wtedy do głowy przyszedł mi pomysł rozpięcia w tym miejscu taśmy.


Free falling 2006

Próbowałem go realizować na początku mojej przygoty z slackline (02.04.06), ale poziom moich umiejętności okazał się niewystarczający. Obawiając się o swoje bezpieczeństwo zdecydowałem się odpuścić. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że była to właściwa decyzja. Sposób w jaki wtedy zamontowałem ten highline mocno odbiega od zasad których trzymam się obecnie ;)

Próba (02.04.06)


I tak ponad 2 lata później pod koniec sezonu przypominam sobie „szalony pomysł z młodości”. Razem z Damianem, wyposażeni w różnego rodzaju „wspomagacze”, ruszamy z PKS’a o 8.30. Motanie zajmuje nam rekordowo krótki czas [ok. 2h] (głównie ze względu na łatwy dostęp i proste stanowiska z pętli na drzewach).


Plastrowanie

Stanowisko …


Moje pierwsze starcie, kończy się porażką. Spadam łapiąc się taśmy. Za drugim razem jest już łatwiej i docieram na drugi koniec. Droga powrotna jest o niebo lepsza. Okazuje się że highline nie jest idealnie w poziomie, więc idzie się pod i z górki. Pod górkę jest definitywnie trudniej.

 
Pierwsze przejście … Strach ma wielkie oczy? ;)


Damian na psychicznym starcie …

Choć highline nie znajduje się szczególnie wysoko, to zgadzam się z Damianem, że jest to jeden z „tych psychicznych”. Nie wiem do końca co powoduje, że człowieka dopada na nim strach. Ogromna ściana naprzeciwko, woda po prawej stronie, niewypoziomowana taśma? Kto wie … Po paru przejściach udaje się nam „wyluzować” i przyzwyczaić do otoczenia. „Strzelamy” parę trików i napieramy do chwili, gdy robi się zbyt ciemno na dalszą zabawę.



Bez koszulki przy -6 °C ? Jasne, przecież to prawie jak w Kalifornii ;)


Triczki …

   Cały dzień pogoda była genialna (tylko, że „troszkę” ZIMNO), nie wiało, czasami nawet słońce wyszło zza chmury. Nazwę dla highline wymyślił Damian. Szukałem kawałka Hendrixa, który by pasował (jako, że i ja i Damian czcimy muzykę tego pana :P). Padło na „Stone Free” (z nieczynnego już kamieniołomu wydobywano granit, taśma była przymocowana tylko i wyłącznie do drzew …)

  (30.12.08)

Kolejny dzień w Chwałkowie spędzony w jedyny „słuszny” sposób. Mieliśmy wyjechać o 7.30 ale w końcu wyjechaliśmy o 9.00 (nie udało mi się wstać na czas – wcześniejszy dzień totalnie mnie „zniszczył” ;P). Mimo to kończymy motać wcześniej. W ten sposób po raz kolejny bijemy swój „rekord rozkładania highline” ;). Wszystko zajmuje tylko 1,5h. Tym razem pogoda jest idealna. Od rana do wieczora słońce. Nawet przez chwilę jest ciepło. Robimy więcej zdjęć i kamerujemy z różnych ujęć. Efekty pracy edytorskiej Damiana można oglądać na naszym pierwszym wspólnym filmie:

„Stone Free” Highline Movie
Damian na tle Ślęży

„Podniebny spacer”
Tak też można …
Na zdjęciu widoczne drugie stanowisko (ostatnie przejście dnia)

Podsumowując: 2 intensywne „hajlajnowe dni”, pełen sukces, totalne zmęczenie i najlepsze z możliwych zakończenie sezonu 2008 :)

  Kamieniołom w Chwałkowie to idealny spot na weekendowe highline’owanie (niedaleko, szybki dojazd, łatwy dostęp). Jest możliwość zrobienia jeszcze paru innych projektów. W planach także DWS-slackline. Jak będzie trochę cieplej to wbiję bolty w skalne półki (ok. 2 m nad wodą), po obu stronach kamieniołomu.

English version on this thread SBI forum 



Relacja na blogu Damiana

Zdjęcia:

30.12.08



29.12.08

 - moje
 - Damiana

Mniej więcej rok temu w miesięczniku GÓRY (nr 6 [157] czerwiec 2007) pojawił się artykuł „Montaż Highline”, który napisałem z pomocą Maćka Ciesielskiego. Od tego momentu minęło już trochę czasu. Niedawno zamieściłem na blogu podsumowanie sezonu highline’owego (choć trochę się z tym pospieszyłem jak widać po poprzedniej notce …). Pomyślałem więc, że mógłbym zebrać w całość moje spostrzeżenia odnośnie motania highline, bo parę rzeczy udoskonaliłem lub zmieniłem. Ciekawe rozwiązania pojawiły się także za ‘wielką wodą’ …

Elementy:

1) Taśma
Przede wszystkim MUSI być atestowana i według mnie powinna mieć przynajmniej 22kN (czyli tak jak standardowy sprzęt wspinaczkowy), powinna być też wykorzystywana jak najrzadziej – tzn. tylko i wyłącznie do highline’ów (sam używałem mojej highline-taśmy parokrotnie jako zwykły slackline – longline, ale zawsze chodziłem po niej na boso, by nie spowodować żadnych mechanicznych uszkodzeń), powinno się sprawdzać także po każdym highline jej stan – sprawdzić czy nie ma żadnych przetarć, lub czy taśma nie jest „przypalona” – jeśli spadliśmy „na lonżę” (może to być spowodowane szybkim przesunięciem się po taśmie metalowych kółek, do których jest przywiązana nasza lonża). Jeśli stwierdzimy, że taśma jest zużyta, powinniśmy jak najszybciej wymienić ją na nową. Ogólnie do highline polecałbym 2 rodzaje taśm:

a)
Przepleciona taśma rurowa – wewnątrz zewnętrznej (szerszej) taśmy znajduje się druga węższa. Ważne jest by druga taśma była także taśmą rurową (będzie rozciągać się podobnie do zewnętrznej, materiał jest ten sam, ma „miękkie” krawędzie – płaska taśma jest sztywna, więc istnieje ryzyko że mogła by uszkodzić zewn. taśmę rurową od środka). Osobiście stosuję 1 calową taśmę przeplecioną 11/16 calówką. Taśm takich nie dostaniemy je niestety w Polsce. Możemy na pewno zamówić je ze Stanów Zjednoczonych (SBI) lub Anglii. Nie wiem czy da się kupić je gdzieś indziej w Europie, ale zakup z Anglii nie jest takim złym pomysłem. Równie dobrym rozwiązaniem jest przeplecenie taśmy Beala (szer. 26mm, 22kN) inną taśmą rurową o szer. 20mm. Nie będę tłumaczył jak przewlec jedną taśmę przez drugą – można to oglądnąć tutaj.

Pomagam Mattowi wystartować podczas przejścia tyłem na L.A.S. (użyta taśma od SBI zniosła masę lotów podczas tych 9 dni) …

Ten rodzaj taśmy jest dość rozciągliwy (15-25% dł). Jej zaletą jest m.in. to że gdy pęknie nam zewnętrzna taśma, pozostaje jeszcze wewnętrzna, poza tym doskonale absorbuje siły (przez swoją elastyczność), które generujemy na cały układ po locie na lonżę. Wadą niestety jest jej waga. Wydaje mi się że powyżej 60m należałoby definitywnie stosować drugi rodzaj taśmy,

b) Taśma płaska – wyjątkowo wytrzymała (30-36kN) i odporna na uszkodzenia mechaniczne (używałem taśmy Landcruising ponad rok jako trickline, katując ją skokami, chodząc po niej w butach, pomimo licznych przetarć i otarć pękła po ponad roku!). Jest mało rozciągliwa przez co na krótkich taśmach może być ciut za sztywna i przy odpadnięciach obciążać bardziej cały układ. Sprawdza się rewelacyjnie na highline o długości od 15m wzwyż. Ma bardzo małą masę dzięki czemu możemy przechodzić o wiele dłuższe odległości niż na przewleczonej taśmie rurowej. Tego rodzaju taśmy używają głównie Niemcy i Austriacy. Od nich możemy także kupić tą taśmę – nie jest najtańsza, ale warto w nią zainwestować. Sprzedaje ją firma Slackstar („Stream”, „Distance”), a także Stefan z Landcruising („White Magic”).

„Theatre Gap” Highline (Taśma „White Magic” + back-up – lina dynamiczna)

2) Back-Up
Oprócz napiętej taśmy po której chodzimy, w highline zawsze stosujemy back-up, który po zerwaniu taśmy chroni nas przed śmiertelnym spotkaniem z glebą. Dlatego back-up powinien być w 100% pewny i wytrzymały na tyle by wyłapać nasz lot. Warto, by był także na ile to możliwe lekki (by nie zmieniał drgań taśmy i nie stanowił dodatkowego ciężaru, który razem z taśma drga i stara się nas zrzucić). W sumie jak na razie są 3 rozwiązania z czego tego ostatniego nie polecam jakoś specjalnie:

a)
Lina dynamiczna – pewne i stosunkowo tanie rozwiązanie. Zaczynałem przygodę z highline używając 11mm liny dynamicznej Roca, później Beal 9,7mm, ostatecznie najlepszym kompromisem pomiędzy wytrzymałością, a wagą jest jedna żyła liny połówkowej (średnica 8,6mm). Poza tym – kiedyś naciągałem back-up ręcznie i wpinałem do stanu. Teoretycznie wtedy jego wytrzymałość jest największa, lecz w praktyce takie rozwiązanie jest lekko uciążliwe. Po paru odpadnięciach lina się rozciąga i zwisa nam pod taśmą. Wydaje mi się, że lepiej jest podciągnąć linę do ok. 1/3 maksymalnej rozciągliwości (producent zawsze ją podaje) – w ten sposób lina nam nie „ciąży w systemie”, ale też zachowuje swoją elastyczność i w przypadku zerwania taśmy zaabsorbuje energię lotu.

Klatka z filmu „The Line” – pod taśmą widac podklejoną linę dynamiczną

b) Amsteel Blue – jest to 12 żyłowa pleciona lina wykonana z zastosowaniem syntetycznego włókna Dyneema SK-75 pokrytego powłoką Samthane, mocniejsza od stalowej liny tej samej średnicy, doskonały stosunek masy do wytrzymałości, bardzo mało rozciągliwa. Sto metrów o średnicy 6mm waży tylko 2,4 kg, a wytrzymałość 35kN! Jedyną wadą jest niska odporność na wysoką temperaturę – trzeba zabezpieczyć ją przed otarciami i … cena w Polsce – 35m kosztuje 1300 zł (o wiele taniej można kupic ją w US (ok 3$ za 1m). Co ciekawe Dean Potter przechodząc swój projekt Baseline (możemy zobaczyć to na tym filmie) użył właśnie Amsteel Blue i nic poza tym …


Dean Potter podczas B.A.S.E.line – na Amsteel Blue

c) Przewleczona taśma rurowa – rozwiązanie z pod znaku „old-school” ;) – pod główną taśmą (po której chodzimy) możemy naprężyć delikatnie taśmę rurową. Jej wytrzymałość jest wystarczająca by zatrzymać ewentualny lot, lecz uważam, że skoro można zastosować linę dynamiczną, która jest lżejsza i mocniejsza to po co używać tego starego rozwiązania z taśmą.

3) Łacznik
Jest to element do którego przywiązujemy naszą lonżę, która łączy nas z highline. Po ostatnim roku doszedłem do dwóch wniosków. Najlepiej zamiast zwykłych karabinków stosować metalowe pierścienie (wykonane z lekkiego stopu lub stali) i zdecydowanie korzystniej stosować je podwójnie. Metalowe pierścienie są zdecydowanie lepsze od karabinków ponieważ nie posiadają zamków, które są punktem o zmniejszonej wytrzymałości i haczą czasami o taśmę (pierścienie są całkowicie jednolite, więc nie ma tego problemu). Dlaczego ten element powinno stosować się podwójnie? Przymusu nie ma, ale podwójny pierścień ma 2 razy większą powierzchnię, co przy odpadnięciu rozkłada siły w tym punkcie taśmy w sposób bardziej korzystny. Poza tym przy highline dla własnego bezpieczeństwa, zawsze powinniśmy się trzymać zasady – „dubluj co się da” ;).

„Blue City” Highline – na zdjęciu widoczna lonża wwiązana do metalowych kółek …

4) Stanowisko
Tutaj problem jest trochę bardziej złożony. Stanowiska możemy wykonać przy pomocy własnej protekcji (friendy, kości etc.) i do tego niezbędna jest wiedza jak prawidłowo te przyrządy osadzić, osadzając spity/kotwy w skale (także jeśli wiemy jak i wiedząc że w danym rejonie jest to dozwolone), oraz wykorzystując naturalne punkty asekuracyjne jak głazy, kolucha skalne, barierki (np. w Hejszowinie) ;) etc. Stanowisko powinno zawsze składać się przynajmniej z 2 punktów i być w 100% pewne! Osobiście uważam że stanowiska samonastawne w przypadku Highline nie są dobrym pomysłem – jeśli jeden punkt zostanie wyrwany to całość systemu poleci do przodu obciążając dynamicznie pozostałe punkty stanowiskowe. Najlepszym pomysłem jest stosowanie stanowiska typu „pająk” (wpinamy pętle lub prowadzimy linę przez punkty tak jak przy stanowisku samonastawnym i wiążemy na końcu węzeł – najlepiej ósemkę, lub „uszy zająca”).

Gotowe stanowisko typu „pająk” pod hihgline „Little Wind” na Szczelińcu Wielkim

Przy stanowiskach ze spitów/kotw najwygodniej stosować przemysłowe pętle szyte, które są niesamowicie wytrzymałe. W tym wypadku można zastosować stanowisko samonastawne, gdyż spity/kotwy są na tyle wytrzymałe, że nie musimy się o to obawiać. W reszcie przypadków najlepiej używać kilkukrotnie złożonej liny statycznej (mocna i mało-rozciagliwa).

Jon Ritson spituje stan pod back-up na dłuższy highline – Lost Arrow Spire (lipiec, 2007)

Jeżeli mamy do dyspozycji np. duży blok skalny, za który możemy założyć pętlę (najlepiej z kilkukrotnie złożonej statycznej liny, związanej węzłem zderzakowym), to możemy wykonać stanowisko z jednego tylko punktu. Zawsze jednak na każdym końcu highline powinniśmy zastosować back-up (z liny) wpiętej do dodatkowego punktu za stanowiskiem. Back-up ten wpinamy łącząc z liną podklejoną pod highline (wiążąc ją np. do szekli). Highline i back-up wpinamy do stanowiska przy pomocy szekli – najmocniejsze i najpewniejsze rozwiązanie (karabinki stalowe łatwo ulegają deformacji, poza tym bardzo trzeba uważać na ich zamki, a o karabinkach z lekkich stopów możemy zapomnieć – mają tendencję do pękania…).

ZUOOO!

Montaż Highline

1) Zawsze najpierw przygotowujemy stanowiska bo obu stronach.
2) Wpinamy i naprężamy nasz back-up (taśmę, linę lub Amsteel-Blue), wcześniej nawlekając metalowe ringi (łączniki).
3) Wpinamy taśmę do jednego stanu i przeciągamy na drugi koniec, przewlekamy przez metalowe ringi (które już znajdują się na back-up’ie), wpinamy tymczasowo line-locker’em/slack-dog’iem do stanowiska, by później nie mieć wątpliwości czy na taśmie nie ma żadnych skręceń.
4) Przypinamy się „na krótko” do back-upu i wysuwamy się na nim do przodu. Wiążemy na taśmie prusy* i wpinamy do nich system naciągowy.

Walka z prusikami na „Windy Gap” Highline

5) Naciągamy taśmę trochę mocniej niż potrzebujemy (rozluźni się trochę po odpuszczeniu systemu naciągowego), wiążemy węzeł*, wpinamy do szekli i opuszczamy na systemie naciągowym,

„Little Wind” Highline – Damian i ja „zadajemy z buły” …

6) Odpinamy system naciągowy, robimy „porządek” na stanie i sprawdzamy wszystko. Na krawędzi pod taśma układamy kawałki dywanów, karimat, lub crash-pad, by osłonić Highline przed ostrą krawędzią skały,

„Little Wind” Highline – na zdjęciu widoczne osłonięte stanowisko i taśma (kawałki dywanu + karimata)


„Big Boy” Highline – na zdjęciu widoczny crash-pad chroniący taśmę przed przerarciem

7) Plastrujemy highline i back-up razem (najlepszy jest średniej szer. plaster bezopatrunkowy – na niebieskich rolkach, który możemy kupić w każdej aptece),

Plastrowanie na „Big Boy Highline” w Sokolikach

8) Do metalowych ringów przywiązujemy lonżę, lonżę do naszej uprzęży/swami i gotowe,
9) HIGHLINE time!

Na festiwalu w Scharnitz 2007

* elementy zaznaczone gwiazdką zostały dokładniej opisane w miesięczniku GÓRY (nr 6 [156] czerwiec 2007).

Istnieje jeszcze druga metoda którą opisałem w notce „Xmas Gap” Tree Highline – tłumaczę tam, co należy zrobić, gdy zostawiamy bloczki (system naciągowy) wpięte do taśmy. Nie stosowałem przy tym back-up’u (ponieważ był to midline) – normalnie ZAWSZE powinniśmy stosować back-up.

To tyle z zanudzania!!

Jeszcze niedawno pisałem że sezon zakończony, okazuje się że rok 2008 jeszcze nie został ostatecznie zamknięty. Pomimo tego iż siedzę teraz u dziadków w Kraśniku (miejsc. blisko Lublina) udało mi się wyrwać na taśmę. W lesie blisko domu dziadków rozłożyłem 18 metrowej długości tree-highline/midline (wysokości się nie da określić, ale pośrodku tak z 8 m było). Użyłem przeplecionej taśmy (także jeśli pękła by zewnętrzna to zawsze pozostaje ta w środku …) mocując ją na owalnych line-locker’ach, stawiając na maksymalną wytrzymałość taśmy (wytrzymałość taśmy wpiętej do line-locker’a jest bliska jej granicznej wartości). Nie mocowałem liny jako back-up (tak jak przy normalnych highline’ach), a taśmę zostawiłem wpiętą do bloczków SBI. Linę wpiąłem do Gri-Gri i odblokowałem hamulec w bloczkach. Jedyny beck-up jaki zastosowałem to podwójne pętle do których przypiąłem taśmę, a drzewa owinąłem kawałkami dywanu (gdyby mi pękła pętla, ocierając się o korę drzewa, lub z innego powodu, to byłoby pozamiatane).



Na zdjęciu widać ‚najprostszy sytem na świecie’. Na pewno był to highline, który rozłożyłem i zdemontowałem w rekordowym czasie – czysta przyjemność chodzenia … ;)



To chyba tyle co do ‚szczegółów technicznych’. Taśmę przeszedłem 10 razy jako asekurację stosując swami-belt. Muszę przyznać że naprawdę fajnie się w tym chodzi choć przy siadaniu łatwo jest zahaczyć nogą o lonżę. Na początku nie czułem się w tym zbyt swobodnie, ale po paru przejściach, kiedy pierwszy strach minął udało się zrobić parę tircków (kilka knee-drop i skoków, double knee-drop, położyłem się na taśmie).

„Just hanging around!”

Nie mam wszystkiego na zdjęciach bo mój tata przyszedł pod koniec (dlatego zdjęcia są już dosyć ciemne), ale jutro wybieram się jeszcze raz (wstanę wcześnie rano, a nie jak dzisiaj :P) to postaram się cyknąć parę tricków i nacieszyć się tree-highine do syta :D … Mój ojciec, który widział pierwszy raz na żywo jak chodzę po highline zniósł to wyjątkowo dobrze. Czyżby pogodził się z faktem? ;)

Mam jeszcze pomysł, gdzie można zamotać highline przed nowym rokiem, ale o tym więcej na forum. Nie ma co zapeszać. SLACKOWYCH świąt!


Achh, szybki i przyjemny montaż i demontaż -czemu tak nie jest zawsze ;)?!

Po oglądnięciu wątku „A year of highline” na forum slackline.com (zachęcony/zmuszony przez „Taką Jedną Panią” :D) postanowiłem jakoś podsumować ostatni rok (dziwne, ale minął jakoś strasznie szybko – za szybko …).
Hm, co do mnie … Może to nie był najlepszy rok pod względem wyjazdów (slackowych) i ilości zrealizowanych highline’ów. W sumie przeszedłem 3 w tym dwa nowe. Na pewno nie jest to tyle co rok temu, ale po kolei …

(11.05.2008) „Little Boy” Highline

[Sokoliki, 5m dł., 30m wys.]

Mój pierwszy highline w życiu, który przeszedłem na „zawodach” Slackline Masters (20.05.06), oraz pierwszy highline, który zamocowałem samodzielnie. W tym roku przygotowałem go dla wszystkich, którzy chcieli spróbować ten pierwszy raz. Iza i Marcin „Dziober” niestety nie dotarli na drugi koniec, lecz ważne, że spróbowali. Ja powtórzyłem po raz kolejny „przy okazji”. Drugie przejście przypadło za to Damianowi „Daemon, a zaraz po nim Jarkowi „Blondasowi”. Damian przeszedł highline parokrotnie i załapał bakcyla na dobre :D … Zarówno dla Damiana i dla Jarka był to pierwszy highline w życiu. Cieszę się, że mogłem w tym jakoś pomóc i szkoda, że nie pojawili się jednak wszyscy chętni …

Damian pomiędzy Sokolikami …

Film z przejścia Damiana

Filmy z przejścia Jarka „Blondasa”:
1.
http://picasaweb.google.com/blondas.pl/HighlineMiDzySokolikamiFilmy#5199611162975252194

2.
http://picasaweb.google.com/blondas.pl/HighlineMiDzySokolikamiFilmy#5199620487349251842


(03.08.2008) „Bišík Highline”

[8m dł., 10m wys.]

Na czeskim SlacklineFest w Bischofstein Damian „Daemon” pokonuje swój 3 highline w życiu i jako jedyny Polak na tym festiwalu.

Warto przeczytać relację Damiana z wyjazdu, którą wrzucił na forum:

Galerie z festiwalu:
1.
http://www.slacklive.cz/foto/bisikhl/bisikhl.html

2.
http://kajoch.rajce.idnes.cz/SLACKFEST_Bisik_2008/#album

(10.11.08), (11.10.08) „Little Wind”

[12m dł., 15m wys.]

Pierwszy highline na Szczelińcu Wielkim, który powstał z inicjatywy i pomysłu Damiana. Razem z Damianem zamotaliśmy i przeszliśmy go kilkakrotnie, podczas pierwszej i drugiej wizyty. Swoich sił próbowali także Krzysiek i jego dziewczyna, Kajtek oraz Wojtek „Papa Kox”. Zdjęcia i relacje na blogu Damiana i moim.

„Little Wind”

(01.11.08) „Windy Gap”

[33m dł., 30m wys.]

Póki co najdłuższy highline w Polsce. Po naprawdę długim dniu ciężkiego montażu Damian i ja przechodzimy w jedną stronę, zdążając tuż przed zmrokiem. Dużo szczęścia i piękne zakończenie sezonu. Relacje i zdjęcia to znalezienia tutaj i na blogu Damiana

Podsumowując:

W sumie podsumowałem już siebie ;). Po mnie, a raczej powinienem napisać na pierwszym miejscu – Damian „Daemon” Czermak, podczas swojego pierwszego ‘hajlajnowego roku’ przechodzi ich 5 ! (Damian razem z Kajtkiem zamotał jeszcze jeden highline w swoich rodzinnych stronach, o którym nie wspomniałem tutaj, bo nie mam dość szczegółów :P) i Jarek „Blondas” Liwacz, który powtórzył jako trzecia osoba highline „Little Boy” w Sokolikach. Tak oto liczba osób highline-ujących w naszym kraju urosła do niebotycznej cyfry 3 ;)! Nadzieją napawa to, że jest oczywiście parę osób, równie nakręconych w tym klimacie, które próbowały swoich sił. Jest to głównie cała ekipa „wrocławska”. W tym momencie naprawdę chciałbym podziękować wszystkim za wspólne spotkania pod Panoramą Racławicką (było tych spotkać naprawdę wiele i pojawiło się też wiele nowych twarzy – pozytywnie!). Wielkie „Pozdro 666” dla Damiana – fajnie jest poćwiczyć z kimś kto chodzi na tym samym poziomie, a może i lepiej – poza tym – nie ma to jak wzajemnie się motywować („Jedziemy kurw* i koniec! A jak nie to piach Ci w ryj!). Na serio dzięki wszystkim, którzy pomagali przy organizacji wszystkich highline’ów i akcji. Głównym sukcesem jest to, że we Wrocławiu wyrosło silne SLACKOWE CREW i to jest najważniejsze, bo „w kupie siła”. Życzę wszystkim (i sobie też) żeby przyszły sezon był jeszcze lepszy niż ten i żeby cała nasza ekipa przeszła po 666 highline’ów!

Tak na koniec na swoje usprawiedliwienie ;). Choć mój ‘taśmiarski sezon’ nie był tak owocny jakbym chciał, to udało mi się zrealizować wspinaczkowe plany. Udało się pokonać kolejną (drugą) 7c (Murati, w Tarnie), parę 7b i jedną 7b/b+ OS, prawie wszystkie klasyki na własnej asekuracji w Sokolikach zostały odhaczone (w tym parę trudniejszych dróg jak: Prostowanie Komara VI.1 OS, Wyprawa po Złote Runo VI.1+ FL, Ludzki Neuroleptyk VI.1+ OS), udało mi się razem z Dzioberem zrobić swoje 2 pierwsze drogi w Alpach, a na koniec zostałem wciągnięty przez „wpiachu climbing squad” we wspinanie w piaskowcach ;) (czekam na wspinaczkowy sezon). Heh, w sumie wiem – żadne usprawiedliwienie nie jest dobre …

Zjazdy z Tour Rouge (2899m.n.p.m.) po zrobieniu drogi „Le Marchand de Sable” [TD, 300m, obl. 6a] OS


Przed cruxem na drodze „Wyprawa po Złote Runo”

Jest motywacja, by teraz działać lepiej, mocniej i więcej zarówno na taśmie jak i w ścianie …

Nareszcie pojawiły się fotki z aparatu Damiana, w ten oto sposób można oglądnąć resztę zdjęć z 33 m „Windy Gap” highline, który rozciągneliśmy tydzień temu (01.11.08) pomiędzy widoczkami.

Damian łapie „wiatr w żagle” na ‚dość’ wietrznym highline ;)

Wszystkie zdjęcia z aparatu Damiana: TUTEJ

Co do ostatniego weekendu …

W niedzielę razem z Krzyśkiem i jego dziewczyną zostałem podrzucony przez „rodzinny transport” na miejsce ;). Tu się rozdzieliliśmy – ja ruszyłem poszukiwać wspinających się już Kajtka i Damiana a reszta na trekking po górkach. W sumie też miałem niezły trekking. Zamiast pójść na skróty cisnąłem normalną wejściówką. Aż sam się sobie dziwię że dałem radę z dwoma plecakami pełnymi szpeja, 112 m statyczną liną przewieszoną przez plecaki i ze zwiniętymi kawałkami dywanu i pianek w ręce (do osłonięcia taśmy i stanowisk przed ostrymi krawędziami skały). W każdym razie musiałem wyglądać prześmiesznie z tym całym ustrojstwem na sobie, a jak się człowiek wkurzy na własną głuptę to i siły się jakoś znajdą … Idąc już dołem przy ścianie do chłopaków spotkałem Wikę, którą widziałem ostatni raz przed wyjazdem na wakacje :) Przez resztę dnia wspinałem się z Kajtkiem i Damianem, którzy pomimo kiepskiego stanu (wieczorna libacja) dawali radę. Zrobiłem 3 dróżki na drugiego a dwie poprowadziłem. W ten oto sposób połknąłem ‚piachowego bakcyla’ i już nie mogę się doczekać kolejnego weekendu (oby pogoda dopisała). Na prowadzeniu padły: VIIIc (RP, w III próbie) i VIIIa (OS). Estetyka lini, otoczenie i samo wspinanie po prostu zwala z nóg swoim pięknem!

Kajtek na „Drodze Czechów”

Po noclego w pensjonacie (tak, tak – większość z nas spała pierwszy raz w takich luksusach podczas wyjazdu w skały), gdzie stworzyliśmy własną alternatywną imprezę :D, byliśmy wypoczęci i naładowani energią aby … zamotać kolejny highline. Ambitne plany rozłożenia dwóch z nich (11 i 33m) spaliły na panewce, ponieważ wiatr jak zwykle miał nie mniej energii niż my wszyscy razem wzięci. Ostatecznie rozłożyliśmy krótki 11 m (wpadłem na pomysł co by go nazwać „Little Wind Highline”) i po jednym przejściu (Damiana i moim) stwierdziliśmy że zmywamy się na wspin bo za bardzo wieje.

Damian

W butach, bo naprawdę zimno było …

Po tym jak zaspokoiliśmy swoje wspinaczkowe apetyty, powróciliśmy na ‚widoczki’. Damian zdążył przejść już highline parokrotnie serwując ‚publice’ szeroki wachlarz tricków (leżenie, yoga-poses, podskoki, surfing one-leg). Podczas dwóch przejść udało mi się zrobić też parę tricków (kilka z nich zrobiłem po raz pierwszy na highline).

Damian – Knee Drop/Yoga Pose

A tak sobie patrzę w dół ;] …

Niestety przez wyjątkowo silny wiatr Krzysiek wycofał się tym razem, a szkoda – no niestety pogody się nie da przekupić …
Dzięki wszystkim za pomoc! Tacie i Marzenie za transport, SaDo za foty, ZuEmu Wpiachu Climbing Squad za dobrą imprezę i ‚wciągnięcie mnie w piach po uszy’ (he he, macie przerypane!). Krótki highline na Szczelińcu został ochrzczony trickline’m i myślę, że już wkrótce będziemy próbować na nim co raz to nowszych i śmielszych tricków … Pomimo tego, że pogoda już nie najlepsza może uda się rozłożyć ponownie krótkiego highline - w każdym razie wezmę w ten weekend jakieś minimum sprzętu slackowego! Jeśli tylko będzie dobra pogoda to oprócz wspinu pobujamy się na taśmie!

Relacja Damiana z 2 ostatnich weekendów!

Zdjęcia i filmy z aparatu Krzycha: TUTEJ

Windy Gap Highline (pierwsze przejście: 01.11.08)

 - 33 m długości
 - 35 m wysokości
 - stanowiska: 1) 3 słupki od barierki połączone w jeden stan, 2) głaz owinięty podwójną pętlą + 1 słupek
oczywiście do tego jeszcze beck-up, żadnych boltów :D
 - sprzęt: jedna przewleczona taśma SBI + 1 żyła liny połówkowej 8,9 mm, półtora rolki taśmy ;)

  Niecałe 3 tygodnie od pierwszego highline’a na Szczelińcu Wielkim (11.10.08) został zrealizowany drugi, chyba najbardziej szalony projekt. Póki co jest to najdłuższy highline na Szczelińcu (choć zostały do przejścia przynajmniej 3 miejsca, ale ile ich jeszcze znajdziemy to się jeszcze okaże – więc kto wie …), najdłuższy highline w Polsce, a dla Damiana i mnie najdłuższy jaki kiedykolwiek przeszliśmy. Nie mówiąc o długości i wysokości - napewno jest to bardzo psychiczny i piękny highline. Idziemy na drugi koniec taśmy znajdujący się nad wywieszonym dachem. Daleko z przodu widzimy góry, niesamowita ekspozycja …
  Jak zwykle wszystko wyszło bardzo spontanicznie. Dzień przed wyjazdem Wojtek zwerbował swojego brata wraz z samochodem i w ten sposób dostaliśmy się na miejsce (dzięki wielkie!). Niestety nie wszyscy mieli szansę pojechać, ale będzie jeszcze następny raz - może w ten długi weekend (o ile dopisze pogoda). Przez cały dzień wiatr nie dawał nam spokoju, plącząc wielokrotnie taśmy, system naciągowy, doprowadzając nas do wściekłości („i piach mu w ryj!” :P). Cały proces rozkładania, naciągania taśm plus ‚kosmetyka’ zajęła prawie cały i tak krótki dzień. Kiedy zostało nam 0,5 h światła dostaliśmy swoją szansę i w pełni wykorzystaliśmy (UF!). Udało mi się przejść za pierwszym razem, a zaraz potem po paru próbach Damian po prostu „przepłynął” po taśmie (pomimo wiatru wyglądało to wyjątkowo statycznie i spokojnie). Muszę przyznać że ten highline należy do tych ‚bardziej przerażających i wymagających’. Pośrodku naprawdę było czuć całą masę taśmy i liny asekuracyjnej starającej się zrzucić cię w dół. 
  Mam nadzieję, że w ten weekend uda to się powtórzyć (trzeba zrobić przejście full-man :D), zamotać kolejny nowy highline i bawić się dobrze bez względu na okoliczności (no dobra, tylko niech nie pada! wiać też może mniej :P)


Podejście pod ściany …


- „Trochę wieje, nie?!”
– „COO?!”


Mini sztorm


Highline w kształcie elipsoidalnym :D


Może i wieje, ale … przynajmniej nie dopadną nas dinozaury?! o_O


Walka z wiatrem i n-ta z kolei próba zawiązania prusów na taśmie. Nerwy powoli zaczynają puszczać, a pod adresem wiatru kierowane są „soczyste wiązanki” :D


Widok z drugiej platformy


Część pierwsza …


… oraz część druga.


Radość ze zbliżającego się końca motania … ?


Wojtek – rozgrzewka …


Już prawie koniec, ale dzień też się kończy. Walka z czasem …


Karolina (Neiko)


Pierwsze przejście, on-sight …




Jeszcze tylko ostatni krok …


Najszczęśliwszy człowiek na świecie :)




Póki co nie ma zdjęć z przejścia Damiana. Jak tylko wywoła zdjęcia ze swojej lustrzanki i zeskanuje pojawi się reszta zdjęć :)

Highline po polsku na slackline.com

Wszystkie zdjęcia od Wojtka

Slackowy pomór …

1 komentarz

Dzisiejszy slack session zakończony 3 pękniętymi taśmami. Taśma Damiana pękła 2 razy (raz taśma wewn., drugi raz zewn.), oraz moja biała jak dotąd „niezniszczalna i najprzeukochańsza” tasiemka … No cóż, przyczyn może być kilka:

 - jest to sabotaż grupy Wpiachu Climbing Squad, która zapiaszczyła specjalnie biedne taśmy … ;)
 - wszystkie siły piekielne sprzymierzyły się przeciwko nam
 - ze względu na wspaniała pogodę musiało zadziałać tzw. „prawo utrzymania chujozy”
 - taśmy były przetarte, stare, nowe- lecz źle przewleczone …


Po prostu za dużo KOX-u ostatnio jedliśmy … (PAPAKOX nam kazał!)

Pewnie nigdy się nie dowiemy. Za to opłakane są skutki takich zdarzeń:

 - psychika nasza poważnie ucierpiała i teraz przy naciąganiu kolejnej taśmy, w grupie „pociągowej” panuje jakiś dziwny nastrój „niepewności”, a wraz ze wzrastającym napięciem taśmy wzrasta napięcie psychiczne … chyba będziemy potrzebować terapii ;)
 - drzewa zostały uszkodzone … Green Peace nas dopadnie … ]:->
 - hm … no i taśma krótsza :(


Wojtek („Tylko spokojnie, nie pęknie, nie pęknie, nie pęknie …”) :P

I cóż na to poradzić?

 - używać tylko tasiemek durexa ;),
 - chować się za drzewka (lepiej one niż nasza głowa), lub ciągnąć w kierunku przeciwnym od ew. lotu całego żelastwa …


Damian daje czadu :)

Więcej zdjęć …

Mimo to było GIT. Jedyna taśma która nie pękła dziś to taśmy z Krowiego Oka (no ale one są „brand new” – to wszystko tłumaczy ;P). W tą środę widzimy się wszyscy pod panoramą o 15.00!! W planach longline – na pewno można znaleźć miejsce pod 80-metrowego slacka (bo już taki został pokonany) a może i wciśnie się tam ze 100 m tasiemki?! Pożyjemy, zobaczymy …

W weekend highline highline highline!! Po raz kolejny na Szczelińcu, przewidywany dystans – z 30 m?

„Nowy-Stary” trick

  • RSS