Przez długi czas nie miałem chwili, by usiąść spokojnie na czterech literach i napisać coś tutaj o ostatnich wydarzeniach. Nie żebym nie miał o czym pisać. Po prostu działo się tak wiele, że dopiero teraz nastąpiła chwila przerwy. W gruncie rzeczy to dobrze. Gorzej, gdyby brak notek byłby spowodowany bezczynnością, lecz to na pewno nie groziło mi przez ostatnie dwa miesiące …

Dziewiątego kwietnia rozpoczęła się pięciodniowa wspinaczkowo-highline’owa odyseja w galaktyce Sokoliki. Przez pierwsze dwa dni wspinam się z Tomkiem po drogach na własnej protekcji i tych sportowych na zmianę. Pod Krzywą Turnią spotykamy Michała znanego także pod pseudonimem „Korny” (he, he) razem z Andrzejem Kantyką. Chłopaki patentują drogę „Ambroży” (VI.3). Obserwuję „Kornego” walczącego w ścianie. Kiedy wreszcie znalazł się w trudnościach, sposób w jaki przechodzi crux’a zwala mnie z nóg. Chyba nie dało się tego zrobić w bardziej pokrętny sposób. Sprzedajemy chłopakom patenty i uderzamy ponownie na wspin. (Notabene Korny załoił na tym wyjeździe drogę „Ambroży” jak i „Pod Zjazdem” bijąc swoje kolejne życiówki, a Andrzej przechodzi drogę „Hokej” OS – mega respect – kto wspinał się po tej drodze wie o czym mówię :P). W sumie w tym czasie Tomek przechodzi swoje jedne z pierwszych dróg na własnej asekuracji. Po kolej padają „Diretissima” i „Czarna Rysa” na Sukiennicach oraz „Nord Rysa” na Krzywej Turni. Drogi może o relatywnie niskiej wycenie, lecz wymagające umiejętności klinowania w rysach i osadzania własnych przelotów. Tomek jednak do słabych nie należy, więc wszystko pada bez problemu i w bardzo ładnym stylu. Mi udaje się zrobić życiówkę OS we wspinaczce z pod znaku TRAD. Po naprawdę zaciętej walce, hektolitrach potu i odrobinie krwi na rękach (można jednak było się zaplastrować) wpinam się do łańcucha zjazdowego na drodze „Rysa Osady” (VI.2). Próbowałem swoich sił także na drogach „Nos Wodza” (VI.2+) i „Rysa Klimka” (VI.3+). Z obydwu zszedłem wyciągając przeloty. Na pierwszej nie byłem pewny czy alieny które osadziłem w rysie ponad małym okapem wytrzymają ewentualny lot, a na drugiej wąska ryska ściągnęła mi kawałek skóry z palca wskazującego. Będzie jeszcze czas żeby na to wrócić … Z ciekawszych dróg na własnej udaje mi się jeszcze pociągnąć w sajcie „Wyjście z Cienia” za VI.1. Razem z Tomkiem wspinamy się trochę free-solo. Symultanicznie pokonujemy drogę „Organki” i schodzimy na dół Dużego Sokolika „Kroczkiem”. Zejście choć teoretycznie łatwiejsze przysparza mi więcej problemów. Wszystko jednak kończy się dobrze, a samo wspinanie i wrażenia były jak zwykle super!

Nitówka VI free-solo

Damian – „Kroczek” V+ free-solo

Po intensywnym wspinaniu relaksujemy się wieczorami przy ognisku. Nieskończona ilość rozmów, planów i dyskusji. Powoli impreza dogasa podobnie jak ognisko i wszyscy wpełzają do śpiworów.

Dinner time!

Artur + piwko = HĘ? :P

Korny + gruba kiełba + gruby joint = SZCZĘŚCIE (tego nie kupisz kartą MasterCard)

Trzeciego dnia przyjeżdża ekipa z Czech. Kolouch, Kajoch, Kwjet, Mira i Jiří spotykają nas rano na naszym obozowisku, akurat gdy wszystko jest w największym nieładzie. Z racji że nasze miejsce na ognisko jest ogrodzone dookoła drewnianą balustradą, Kajoch stwierdza że wyglądamy jak zwierzęta w ZOO.

Czesi na kempie „Szwajcarka”, zdjęcie z longlinersclub.com

Hm, może jest w tym trochę racji ;) Razem z Tomkiem motamy „Big Boy” Highline pomiędzy Sokolikami. Po odrobinie walki ze sprzętem wszystko jest gotowe.

Big Boy Highline [13m dł., 30m wys.], zdjęcie z longlinersclub.com

Przechodzę taśmę w ramach „kontroli” …’

zdjęcie z longlinersclub.com
Teraz Czesi ruszają na górę. Kajoch przechodzi highline OS, full-man. Kolouch po odrobinie walki także poradził sobie z pochyłym highline’m. Kwjet podobnie jak Kajoch pokonuje odległość pomiędzy skałami w najlepszym z możliwych styli.

Kajoch OS, full-man, zdjęcie z longlinersclub.com


Kolouch, Full-Man, zdjęcie z longlinersclub.com


Kwjet OS, full-man, zdjęcie z longlinersclub.com


Artur próbuje swoich sił :), zdjęcie z slacklive.cz

W tym czasie razem z Tomkiem wspinamy się trochę sportowo. Ja walczę na drodze „Znikający Punk”. Wygląda na to, że droga jest do zrobienia i tylko pierwsza próba była taka tragiczna. Pod koniec dnia przyjeżdża Konrad Burzawa z wiertarką. Wyciągam kotwy i klej z plecaka i zakładam poręczówkę na Sukiennicach. Wybieramy razem odpowiednie miejsce i Konrad osadza pierwsze stanowisko.

Stanowisko na Sukiennicach

Czesi niestety muszą jechać do domu, więc nie będą mieli okazji spróbować nowego highline’a. Tego wieczora ekipa przy ognisku jest już naprawdę spora. Oprócz Nibka, Kornego i Artura jest z nami grupa znajomych Tomka.

Przedostatniego dnia pojawia się Damian „Daemon” Czermak. Damian przechodzi oczywiście 13 metrowy „Big Boy” Highline bez większych problemów. W sumie spędza dosyć sporo czasu pomiędzy Sokolikami. Ja z Tomkiem i jego znajomymi wspinamy się cały dzień. Spadam z ostatniego ruchu na „Znikającym Punku” już po trudnościach. Mimo to dzień zaliczam do udanych. Postanawiam, że jeżeli jutro rano droga nie padnie to idziemy motać nowy highline, bo nie starczy czasu … Damian na dobry koniec dniaprzechodzi drogę „Znikający Punkt” (VI.3+/4) :D.

Nocne wspinanie na „Znikającym Punku” w wykonaniu Tomka „Nibka” Niburskiego

Ostatniego dnia wstaję wcześnie rano, by wbić się w drogę zanim słońce dotrze tam przede mną. „Znikający Punk” pada od pierwszej przystawki. To naprawdę dobry początek dnia. Jestem naprawdę zadowolony. Wcześniejsze dwie 7c zrobiłem na końcu sezonu po dobrym „rozwspinaniu”. Może więc w tym roku uda mi się zrealizować założone cele wspinaczkowe?
Razem z Damianem szykujemy cały niezbędny sprzęt i wbijamy po poręczówce na szczyt Krzywej Turni. Osadzone przez nas dzień wcześniej stanowisko jest gotowe do akcji. Przeciągamy taśmę i linę na back-up. Najpierw naprężamy back-up.

Tomek ze znajomymi na szczycie Krzywej Turni :)

Z taśmą było trochę więcej problemów. W każdym razie za drugim razem wszystko idzie już gładko i wkrótce nowy highline jest już gotowy.

Nie ma nic lepszego niż wisieć na linie o średnicy 8,6 mm przez jakąś dłuższą chwilkę ;)

Rigging …


I ciężka praca …


Stanowisko na Krzywej Turni

Wiążę się do lonży. Z głośników leci najlepszy kawałek na tą okazję. Szybko wstaję na taśmie i zaczyna się. Po długim spacerze okupionym ciężką walką jestem na drugim końcu. Siedząc na Sukiennicach nie mogę uwierzyć, że przeszedłem to za pierwszym razem.

Niestety czeka mnie jeszcze droga powrotna. Tym razem lekko pod górkę i z słońcem prażącym prosto w moją twarz. Przez całą drogę mrużę oczy, starając się jakoś nie spaść.

Na szczęście się udaje – tym sposobem najdłuższy highline w Sokolikach udało mi się otworzyć w stylu full-man, OS. Czego chcieć więcej? Damian próbuje wielokrotnie swoich sił i kiedy już się wydaje, że jest ok. i teraz już nie może spaść, coś idzie źle.

Umawiamy się, że zostanie jeszcze dzień dłużej i ściągnie dwa highline’y. Razem z resztą ekipy zawijamy się na dół na kemping i wracamy do Wrocławia. Szara rzeczywistość … ech. Wieczorem następnego dnia dostają smutną wiadomość. Damian spadł 4m przed końcem. Noga zaplątała mu się w lonżę … W każdym razie na pewno tam jeszcze wrócimy. Jestem pewien, że jest to absolutny klasyk! Co więcej, po mierzeniu okazuje się że highline ma 36m długości. Mamy więc nowy polski rekord długości highline.

„Big Air” Highline – 36m dł., 30m wys.

Za jakiś czas powinienem wrzucić filmik z przejścia. Jarek „Blondas” Liwacz nagrał coś swoim aparatem, więc jak tylko zdobędę materiał to coś się tutaj pojawi. Dzięki wszystkim za dobrą zabawę i pomoc (w szczególności dla Konrada)! Cieszę się, że Czesi przyjechali do nas i przeszli highline (myślę, że jest to jeden z tych ładnych i na pewno wymagających!). Ukłony w stronę Damiana za ściągnięcie obydwu highline’ów – zdaję sobie sprawę, że była to ciężka praca. Mam nadzieję, że jak tylko kupię nową taśmę, wkrótce tam wrócimy!

Galeria zdjęć – Facebook
Wszystkie zdjęcia w dobrej rozdzielczości – Picasa

Peace & SlackOn!